Arjano Navi Team - Rzeszów
Wakacje się skończyły, pora rozpocząć drugą część sezonu rajdowego. Najbliższa impreza to rajd Bella Rally organizowany przez Automobilklub Toruński w Toruniu i okolicach.
W piątek bierzemy urlop - dojazd do Torunia to prawie 500 km.
Wstajemy wcześnie. Godzina 4, minut 30. Jest jeszcze ciemno, kiedy wyjeżdżamy autem z garażu.
Od tygodnia pada deszcz. Przez ostatnie 3 dni praktycznie bez przerwy. Jedziemy w ścianie wody przez Opatów, Kielce.
Z kolein na drogach co chwilę chlusta woda. Ciekawie będzie w deszczu zwiedzać miasto Kopernika.
Tuż przed Łodzią deszcz ustępuje, niestety, zaczynają się korki, objazdy i remonty.
Praktycznie nie ma możliwości wytyczenia szybszej trasy - cała Polska poprawia stan dróg.
Do Torunia dojeżdżamy późnym popołudniem, trochę zmęczeni, ale piękne miasto ciągnie nas z wielką siłą.
Parkujemy przy murach starówki i pozwalamy sobie na 2 godzinny spacer po Starym Mieście.
Oglądamy, widziany po raz pierwszy przez nas, ratusz, dom Kopernika, kościoły, gotyckie budowle, baszty, bramy i kamieniczki.
Czas biegnie, ruszamy więc w kierunku naszej bazy rajdowej.
Znajduje się ona w dość tajemniczej siedzibie.
Jak piszą o niej przewodniki: "obiekt ten jest jednowałowy, o narysie spłaszczonego, osiowego pięcioboku w narożach czołowo-barkowych, z załamaną do wewnątrz w formie pseudo-bastionowej linią szyi. Oba czoła i barki tworzy wał ziemny o zwysoczeniu ok. 8 m, ze stanowiskami bojowymi, skazamatowanymi w większości trawersami, posiadającymi kojce baterii skrzydłowych. Poduszka piaskowa, płyty detonacyjne i przeszkody drutowe kryją remizy artyleryjskie i schrony pogotowia. Środkową część szyi wypełnia długi, dwukondygnacyjny blok koszarowy, przykryty nasypami wałów, mieszczący izby żołnierskie. Za odarniowanymi nasypami, koronami wałów i nadstawami umieszczono bramę i poternę główną. Po obu jej stronach znajdują się prochownie a dalej przejście na majdany. Pod wałem czoła znajduje się blok kazamatowy, laboratoria amunicyjne, garaże dla moździerzy i haubic oraz latryny. Całość otoczona jest fosą o obmurowanej przeciwskarpie z murem i przedstopiem. Ceglany mur z łukami próżnymi obiega zakolami kaponiery. W zakolu przeciwskarpy wydłużone ściany zostały podzielone rytmicznie płaskimi lizenami i zwieńczone gzymsem wspartym na konsolkach z cegieł. Bramę umieszczono w płytkim ryzalicie i zaakcentowano gotycyzującą oprawą z dwoma nadwieszonymi, ośmiobocznymi wieżyczkami i pozornym, zminiaturyzowanym krenelażem, stanowiącym znak budowli obronnej. Otwór bramy otrzymał oprawę z granitowych bloków, nad nim wypisana była nazwa".
Uffff... Nazwa fortu twierdzy! Śpimy dzisiaj bowiem w IV Forcie York - Żółkiewski, będącym jednym z 200 budowli należących do Twierdzy Toruń. Fort zbudowany został jako twierdza pruska, jest jednym z 15 fortów otaczających miasto. Praktycznie nie zniszczony, zachowany do dnia dzisiejszego, jest zabytkiem techniki wojskowej dostępnej dla turystów. Tu bowiem znajduje się schronisko, w którym gościmy.
Meldujemy się w biurze rajdu, otrzymujemy materiały, numery startowe i identyfikatory. Szkoda, że umieszczono na nich jedynie suche "Uczestnik". Zgłoszenia klub zakończył przyjmować na tydzień przed imprezą, można było zawodników uraczyć bardziej zindywidualizowaną przywieszką.
Naklejamy numery startowe na samochód. Właściwie tylko jeden numer, mam zagwozdkę, gdzie go przykleić, zapewne na drzwiach od strony pilota. Nie! Organizator prosi o naklejenie go na masce samochodu. Oryginalnie. Teraz każda obsługa PKP-u będzie już nas pytała "jaki macie numer?". Oryginalności imprezie odmówić nie można, od chwili odprawy wszystko teraz będzie dziwne, inne i nieodgadnięte. Ale nie uprzedzajmy faktów, jak mawiają autorzy brukowych powieści...
Na razie kwaterujemy w jednym z pomieszczeń fortu, otrzymaliśmy 2 osobowy apartament, który kiedyś był zapewne pokojem oficerskim. Maleńki pokoik, bez okna, w nim dwa metalowe, wygięte do granic przyzwoitości łóżka. Stół i klasyczna lampa "wywiadowcza". Sadzam Bożkę na krześle, obracam lampę ku niej i pytam "Adresy, kontakty!", a zaraz potem "Kochanie, gdzie jest moja piżamka, mydło i ręcznik?"
Zmiękczona ostrym światłem precyzyjnie wyposaża mnie w przybory toaletowe. Idę zatem do latryny, ciepły prysznic po podróży to jest to! Ruszam długim korytarzem, po kilkudziesięciu metrach schody prowadzą w dół, jeszcze skręt w boczny korytarz, kilka schodków do góry i osiągam przybytek. Hmmm, czasem można by było nie zdążyć. Napawam się charakterem miejsca, toalety, umywalnie, a z sufitu sterczą jakieś haki, bloczki, w ten sposób mocowało się pancerne kurtyny w otworach okiennych.
Czyściutcy wychodzimy na spacer po twierdzy, zaglądamy w każdą dziurę, wchodzimy na wały, oglądamy działa, moździerze, korytarze, stanowiska obserwacyjne, fosę oraz pasące się tu kozy i wałęsające psy oraz koty. Zwierzyniec okazały i bardzo fotogeniczny!
Powoli zbliża się wieczór, organizator zaprasza na biesiadę na jednym z majdanów fortu. A tu wspaniale przygotowane ognisko, wyżerka i bezdenna beczka z piwkiem. Spotykamy tu też to, co na imprezach jest najważniejsze. Towarzystwo! Przyjaciele i znajomi z wcześniejszych imprez, poznajemy też nowe twarze. Integracja na całego. Śmiech, dowcipy i prezentacja organizatorów oraz zawodników. Nie ma wszystkich. Niech żałują, ta noc będzie niezapomniana...
Pora wyruszyć na nocne zwiedzanie fortu. Rzucamy wpół dojedzone pajdy chleba ze smalcem, niedopite piwo i biegniemy za przewodnikiem. Młody entuzjasta fortyfikacji zajmująco opowiada o twierdzy, jej historii, budowie i życiu żołnierskim, jakie tu się wiodło. Wyobrażamy sobie, że cofamy się do wieku XIX. Po krótkiej prelekcji pora zapalić pochodnie, teraz nastrój robi się jeszcze bardziej tajemniczy. Ruszamy przez labirynt przejść, korytarzy i pomieszczeń. W jednym z nich obserwujemy kołującego nietoperza. To jeden z przedstawicieli 4 gatunków żyjących w forcie. Oczywiście chroniony!
Staramy się go za bardzo nie niepokoić i wychodzimy na wały.
Oglądamy jeszcze sprzęt wojskowy i precyzyjnie lądujemy na lewym majdanie, skąd wyruszyliśmy.
Chełmska załoga pochodniami rozpala ognisko, ciepły bigos wchodzi na stoły, impreza przeciąga się w noc... Po północy zrywamy się, chcemy jeszcze zapoznać się z materiałami rajdowymi przekazanymi przez organizatora. Zasypiam czytając o dawnej fabryce pierników Gustawa Wiesse...
Rano pobudka skoro świt, gdyż śniadanie jest już o 7:30. A zaraz po śniadaniu wyjazd kolumną pojazdów na rynek miasta. Wsiadamy do auta, formujemy kolumnę i jedziemy na rynek. Jest jasny, słoneczny dzień. Przez kilka kilometrów wytrzymujemy bicie światłem przeciwmgłowym tylnym konkurenta po oczach. Na dawane sygnały nie reaguje. Oj, uświadomimy go na rynku. Po jakimś czasie kierowca orientuje się i wyłącza nadprogramowe światełko.
Ustawiamy się na płycie Runku Nowomiejskiego. Już o 8:30 startujemy grupowo do odcinka I, spaceru po Toruniu. Otrzymujemy profesjonalnie przygotowane materiały, wydrukowane na sztywnym, kredowym papierze. To mapa Torunia z 1657 r. z zaznaczonymi 10 punktami, które mamy odwiedzić. Dodatkowo musimy zlokalizować detale architektoniczne ze zdjęć. Jest tego sporo, bramy, portale, fragmenty pomników, murów, okienka, okna, gzymsy, fontanny, gotyckie łuki, herby, tablice, zegary, ba, jest nawet pomniczek psa profesora Filutka.
Bardzo nam się ten pierwszy odcinek podoba, jest precyzyjnie przygotowany, z całą masą podchwytliwych haczyków, trzeba naprawdę mocno się skupiać i precyzyjnie lokalizować detale. Błąd w dokładności kilkudziesięciu metrów może sporo kosztować. Trzeba być uważnym, wiedzieć, czy chodzi organizatorowi o potężny kościół czy o niepozorną bramę sąsiedniej kamienicy. Odcinek wyciska z nas jednak siódme poty, czasu nie ma za dużo, a my jeszcze notujemy ważniejsze dane z tablic umieszczonych na zabytkach. Przy okazji orientujemy się, że Toruń przez wieki praktycznie nie zmienił się, układ ulic jest niemal identyczny, czasem brakuje jedynie fragmentu muru czy kilku baszt bądź wieżyczek. Pojawiają się za to nowe budowle jak np. Teatr "Pomorski Baj", zlokalizowany na miejscu dawnego ogrodu. Toruński oddział PTTK i klub Imprez na Orientację SKARMAT oraz opracowujący odcinek Dariusz Lipiński zasłużyli tu na dużą pochwałę.
Teraz musimy wykazać się zdobytą wiedzą. Wkraczamy na piętro zabytkowej kafejki "Pod Modrym Fartuchem" i przystępujemy do rozwiązywania testów turystycznych. Jest ciasno i ciemnawo, zawodnicy stłoczeni w dwóch salach, niektórzy kucają przy stoliku, nie ma gdzie rozłożyć materiałów. Test 25 pytań dla pilota i kilku z zagadnień BRD i pierwszej pomocy przedmedycznej dla kierowcy rozwiązujemy jak zwykle razem. To nieco skraca czas na podanie odpowiedzi, ale jesteśmy załogą! Pytania nie są dla nas trudne, sporo pamiętamy z wczorajszego czytania materiałów drukowanych. Na kilkadziesiąt pytań popełniamy jednak kilka błędów.
O 10:00 uroczyste otwarcie Mistrzostw, hymn Polski i odprawa. Zaczyna się samochodowy rajd. Wcześniej organizator wyjaśnia zasady obowiązujące na tej imprezie. Zasady bowiem obowiązują! Zawodnicy z niedowierzaniem słuchają komandora, próbując ułożyć sobie w głowie logiczną całość. Sypią się pytania pomocnicze. Komandor odpowiada. Stwierdzam, że chyba nie rozumiemy się wzajemnie. Sądzę, że to z powodu posiadania różnych definicji elementów rajdu turystycznego. To, co dla biorących udział w Mistrzostwach TMMP zawodników jest oczywiste zupełnie inaczej wygląda w oczach toruńskiego organizatora. Nie wiemy już, jakie elementy są PKP-ami, co wpisujemy do karty drogowej i jakie obiekty zwiedzamy. Dopytujemy się po raz kolejny, prosimy o ponowne, powolne i dokładne wyjaśnienie sprawy wypełniania karty drogowej. Po kliku minutach mamy mniej więcej ułożoną całość. Zaznaczone w kratce itinerera TPKP i kilometraż z nią związany odpowiada realnie istniejącej tablicy z nazwą miejscowości ustawionej przy drodze. Tablice mogą być zielone bądź białe. Do karty drogowej mamy wpisać dwie pierwsze litery nazwy miejscowości. Dodatkowo "na górze" mamy dopisać namiar, jaki nam wyszedł przy tej tablicy. Nie rozumiemy po co. My, z zasady prawie nigdy nie dojeżdżamy z totalnym licznikiem do mety, jest on wielokrotnie kasowany w różnych miejscach a to przy cofaniu, rozpoznawaniu trasy, powrotach, itp. Skąd więc brać namiar od startu do obiekty? Nie mamy haldy w samochodzie...
Obserwator z PZM wyjaśnia mi, że to tylko dla celów statystycznych, organizator chce wiedzieć jak pokazują liczniki różnych samochodów w stosunku do jego namiarów. A więc wszystko jasne. Upewniam się jednak, czym grozi nieposiadanie tych wpisów. Niczym! Problematyczna staje się kolejna kwestia. Przy TPKP mamy w danej miejscowości zwiedzić najciekawszy obiekt. Pytam, na jakiej zasadzie mam klasyfikować, który z obiektów jest najciekawszy, gdy w danej miejscowości będą np. trzy! Otrzymuję wyczerpującą odpowiedź "Jest pan przecież turystą!". Wymiękam, ale nie odpuszczam, drążę dalej. "Obiekty są widoczne z daleka, często jedyne, to duży np. kościół lub zabytkowa kuźnia". O.K. tego będziemy się trzymać. Lekko zdegustowani zajmujemy miejsca w samochodach. Mam wrażenie, że rajd będzie "ciekawy". Nie tyle ze względu na trasę lecz na sposób jego zorganizowania. Od razu w oczy rzuca się, że organizator nie zadał sobie trudu zapoznania się z regulaminem Mistrzostw Turystycznych. Chyba, że wynika to z niechęci do jego przestrzegania. Nie przypominamy sobie także żadnej załogi klubu toruńskiego, która uczestniczyłaby w ciągu ostatnich lat w cyklu mistrzostw. I teraz zaczyna się to mścić!
Ale nie zrażajmy się, pierwsze koty za płoty, przed nami fajny rajd, to dla chęci wystartowania tu pokonamy ponad 1000 km. Nie psujmy sobie zabawy.
Pora na odcinek 2. Podjeżdżamy do rampy startowej i widzimy, że załogi od razy wykonują pierwszą próbę SZ. Nie było żadnej wzmianki na jej temat, otrzymaliśmy tylko rozrysowaną próbę pachołkową, odbywaną na torze. Teraz trzeba pokonać slalom, podczas jazdy chwytając kubek z wodą. Trzeba jechać ostrożnie by nie uronić ani kropli. Próba nam się podoba, próbujemy jednak dowiedzieć się jak wygląda jej punktacja. Porażka, tego nie wiedzą nawet sędziowie. Przysłuchujemy się z boku jak rozmawiają. Ustalają w końcu, że po 1 punkcie za każdą kreskę ubytku wody. Czas slalomu mierzony wg regulaminu: 1 sekunda za 1 punkt.
| powrót do strony głównej | dalej |